Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2013

Nasze życie pożerają drobiazgi*.

Zauważyłam ostatnio bardzo niepokojącą rzecz. I pewnie mnóstwo osób zgodzi się z moją tezą. Stwierdzenie „nie mam czasu pracować, bo mam zapieprz na fejsie” jest jak najbardziej adekwatne do mojej aktualnej sytuacji. Zbliża się sesja, najpierw kolokwia i różne projekty do zrealizowania, praca dyplomowa do złożenia, a ja spędzam dzień przeglądając facebook i sprawdzając, jak znajomym ciężko idzie pisanie licencjatów, że jest burza nad Gdańskiem, albo że dopiero wrócili z imprezy. Halo, coś tu nie gra! 

Dlatego sięgnęłam (zupełnie przypadkiem - jak mawia mój chłopak) do ebooka wygrzebanego w Internecie. Książka pod tytułem „Skup się. Prosta droga do sukcesu” uświadomiła mi, dlaczego codziennie wieczorem kładę się spać zmęczona natłokiem informacji i z wyrzutami sumienia, że marnuję czas siedząc w Internecie. 


Kluczem do zagadki okazało się nasze uzależnienie od ciągłej łączności ze światem poprzez skrzynkę pocztową, portale społecznościowe czy telefony komórkowe. Jesteśmy uwiązani, świat pędzi coraz szybciej, coraz więcej się dzieje, a w nas tkwi przekonanie, że musimy sprostać temu natłokowi informacji i być „na bieżąco”. Sprawdzamy każde powiadomienie na facebooku czy twitterze, kilkanaście razy dziennie zaglądamy, aby wiedzieć, co wydarzyło się u naszych znajomych, a każdy dźwięk przychodzącej poczty podrywa nas na krześle. Ja dałam się ponieść tej fali stałej łączności z innymi, chociaż tak naprawdę zastanówmy się – po co nam to? Czy naprawdę coś się stanie, jeśli nie będziemy wiedzieli, że Jola zmieniła status związku albo przeoczymy wpis, ze Andrzej dołączył do wydarzenia „studencki grill”? 

Nie chciałabym Wam zdradzać całej treści książki, gdyż liczę, że sami do niej sięgniecie. Ale chciałabym poruszyć problem, jaki został wyróżniony w jednym z rozdziałów. Problem zarządzania naszym czasem – otóż można go bardzo ogólnie podzielić na czas kreatywny i czas przyswajania informacji. Podczas czasu kreatywnego tworzymy teksty, prezentacje, uczymy się, krótko mówiąc – dajemy coś od siebie. Natomiast czas informacji to właśnie wyżej wspomniane przeze mnie przeglądanie portali społecznościowych, portali informacyjnych czy stron z zabawnymi obrazkami.
Z mieszanymi uczuciami zauważyłam i przyznaję się bez bicia, że większość czasu spędzam jednak nie kreatywnie, a przyswajając zupełnie niepotrzebne informacje. Stąd też mój dzień kończy się nie do końca zrealizowaną listą zadań, poczuciem przyswojenia zbyt wielu informacji i myślą, że jutro będzie jeszcze więcej do zrobienia. 

Zachęcam do przeczytania książki, można ją znaleźć na allegro.pl w dziale „ebooki”. Nie kosztuje ona wiele, a warto dowiedzieć się czegoś o przeszkadzajkach, sztuce koncentracji i radzeniu sobie z natłokiem informacji.

Tutaj można znaleźć fragment do przeczytania: http://chomikuj.pl/margolotta/Leo+Babauta/Ebook+Skup+si*c4*99.+Prosta+droga+do+sukcesu+-+Leo+Babauta(2),2304201170.pdf
 
Ja już jestem po lekturze i staram się wdrażać zalecenia autora. Na efekty jednak trzeba troszkę poczekać :) 

Na koniec filmik, który dosadnie podkreśla moje przemyślenia:

 

*tytuł posta to cytat brzmiący dokładnie: "Nasze życie pożerają drobiazgi. (…) Upraszczaj, upraszczaj". Henry David Thoreau

sobota, 6 kwietnia 2013

Idle time - wykorzystaj w pełni swój czas wolny!

Dzięki, że znowu do nas wpadłeś. Pewnie zdziwisz się co to za angielski potworek w tytule postu. Obiecuję, że razem z Kasią będziemy unikać neologizmów i makaronizmów, ale dzisiaj muszę zrobić wyjątek. Chcę się z tobą podzielić moimi przemyśleniami na temat zarządzania czasem, a konkretnie tzw. idle time.

Z tym terminem po raz pierwszy spotkałem się parę lat temu w sieci, ale nie starałem się rozszyfrować znaczenia tego terminu. W październiku miałem jednak okazję uczestniczyć w wykładzie "Managerial skills" gdzie poruszono tę kwestię. Może na początek głos oddam fachowcom, czyli krótka definicja ze słownika biznesowego.

Idle time - Non-productive time (during which an employee is still paid) of employees or machines, or both, due to work stoppage from any cause. Also called waiting time, allowed time, or downtime

Wracając do języka ojczystego - przedmiot moich wywodów w języku technicznym to nic innego jak czas przestoju (maszyny bądź człowieka), za który właściciel ponosi koszty. To surowe tłumaczenie nie oddaje jednak w rzeczywistości znaczenia tego terminu i nie wskazuje na szansę, które niesie odpowiednie zagospodarowanie okresu przymusowego "nic-nie-robienia".

http://akrobata.deviantart.com | This work is licensed under a Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 License.
Masz gdzieś pod ręką swój kalendarz? Otwórz na dowolnej stronie i przeanalizuj razem ze mną jeden dzień ze swojego życia. Ja swój terminarz otworzyłem na chybił trafił. Padło na przedświąteczny wtorek. Wyglądał on mniej więcej tak:

7:30 - Pobudka
8:00 - Bieganie
9:30 - Zajęcia na uczelni
13:30 - obiad
15:15 - Zajęcia
18:30 - Spotkanie Koła Naukowego
21:00 -Domowe sprawy naukowe - zaległe i przyszłe ;-)

Na pierwszy rzut oka - brak czasu na przyjemności w postaci przeczytania choćby kilku stron książki. A jaki był ostateczny rezultat tamtego dnia? Połknięcie niemal w całości książki o Steve Jobsie. Gdzie tkwi klucz do rozwiązania zagadki? Pewnie już się domyślasz.

Droga na uczelnie to dla mnie minimum 25 minut spędzone w autobusie. W godzinach szczytu nawet 40 minut. Jeżeli spojrzysz dokładnie to zobaczysz, że tamtego wspaniałego dnia musiałem pojechać z Gdańska do Sopotu 4 razy (w tę i z powrotem, przed południem i po południu). Daje to 50 minut, a w praktyce około godziny, teoretycznie zmarnowanego czasu na podróż. To nie koniec - poranne 30 minutowe bieganie, a także przygotowanie obiadu i posprzątanie po nim (pół godziny) skutkuje kolejną godziną. Grosz do grosza, minuta do minuty i okazało się, że dysponuję 120 minutami (!) niewykorzystanego czasu. Udało się go jednak uczynić efektywnym. Wystarczyło sięgnąć po książkę i audiobooka.

This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license.
Zastanów się nad tym. Czy jogging to nie idealny czas, by podszkolić języki obce puszczając zamiast energetycznej muzyki szybki kurs hiszpańskiego? Przygotowywanie śniadania to z kolei okazja do posłuchania wiadomości radiowych. Być może dużo jeździsz pociągami. Ja w przedziale PKP zazwyczaj wykonuje zaległe telefony albo przygotowuje plan działania na najbliższy tydzień.

Sposobów na zapobieganie marnowania czasu jest wiele. Odkrywaj je sam i dziel się z nami pomysłami! Pamiętaj, że sekundy, minuty, godziny to w dzisiejszych realiach zasoby droższe niż złoto czy ropa naftowa.

Maciej Biegajewski

wtorek, 26 marca 2013

Wystąpienia publiczne to nie powód do stresu!

Umiejętność wystąpień publicznych to według mnie jedno z najważniejszych osiągnięć człowieka i rzecz, którą powinniśmy nieustannie rozwijać. Daleko mi do roli eksperta w dziedzinie psychologii, lecz zawsze fascynował mnie fenomen ludzi, którzy za pomocą swojej charyzmy, prezencji i słów potrafili wprawić tłumy w stan bliski hipnozy.  Balansując na granicy manipulacji wykorzystywali swoją pozycję do zdobycia władzy i realizacji zamierzonych planów. Mamy przykłady negatywne i pozytywne takich przemówień, które przeszły do historii i zmieniły jej bieg. Nie zdradzę ci sekretu, który posiedli wielcy mówcy, bo sam ich jeszcze nie odkryłem. Poniżej znajdziesz natomiast moje doświadczenia i wskazówki, co zrobić żeby stres nie sparaliżował nas przed grupą słuchaczy.

Często mówię, że mam syndrom Freddy'ego Mercurego. Wokalista legendarnego zespołu Queen przyznawał się wielokrotnie w wywiadach do swojej nieśmiałości i skrytości. Rockman twierdził, że dopiero po wyjściu na scenę czerpie energię od wielotysięcznych tłumów, które przyszły po to, by usłyszeć występ gwiazd na żywo. Kiedyś widziałem dużo wspólnych cech między mną, a Brytyjczykiem. Jeszcze w liceum miałem duży problem z jąkaniem i raczej starałem się komentować wszystko z ostatniej ławki. Wszystko zmieniło się na pierwszym roku studiów. Wstępując do Koła Naukowego Public Relations zostałem niejako rzucony na głęboką wodę. Pewnego dnia musiałem zastąpić osobę, która miała poprowadzić spotkanie dla ponad pięćdziesięcioosobowej grupy studentów odnośnie dużego projektu. Tamtego dnia moje dotychczasowe obawy odeszły, pewne bariery zostały złamane i z powodzeniem wypowiadam się publicznie na różne tematy (począwszy od zaliczeń uniwersyteckich, aż po szkolenia z dziedziny PR).

Od czego więc zacząć?

1. Bądź zawsze przygotowany do prezentacji.

To najważniejsza rada. Jeżeli czujesz się w czymś dobry twój mózg przychodzi z pomocą, a twoja pewność siebie wzrasta. Nie chodzi o nauczenie się na pamięć treści przemowy. To spowoduje, że będziesz wyglądać sztucznie. Zapoznaj się z tematem. Jeżeli nie interesujesz się tym na co dzień - przeczytaj kilka artykułów, może książkę o danym zagadnieniu. Zrób to z szacunku dla siebie i dla słuchacza. Celem przemawiającego jest przekazanie wiedzy, natomiast celem słuchającego jest zdobycie tej wiedzy. 

2. Trenuj swoją wypowiedź.

Przygotowując się do części ustnej z języka polskiego pierwszy i ostatni raz ćwiczyłem przed lustrem. Proponuję spróbować. Dla mnie był to ogromny stres. Dobrze natomiast widać mimikę, łatwo zauważyć niechciane, mimowolne ruchy. Dzięki temu popracujesz nie tylko nad płynnością i jakością wypowiedzi, ale także gestykulacją. Spróbuj też kiedyś nagrać się na kamerę. I co najważniejsze - występuj przed ludźmi! Opowiadaj im o swojej pasji, ostatniej książce jaką przeczytałeś, obejrzanym filmie. Rób to wszędzie: w pubie, na ławce, szkolnym korytarzu, boisku.

3. Przewiduj.

Podczas twojej prezentacji może dojść do różnych rzeczy. Staraj się przewidzieć komplikacje, nietypowe sytuacje. To może być wszystko - awaria techniczna projektora, nagłe uczucie suchości w gardle, głośne burczenie w brzuchu jednego ze studentów. Bądź zawsze przygotowany na to, że coś podobnego może się wydarzyć. Nie daj się zaskoczyć i zachowaj spokój.

Pewnego razu będąc na wymianie studenckiej na Uniwersytecie Łódzkim przyszedłem spóźniony na zajęcia z Public Relations i Media Relations. Otwierając drzwi do auli wywołałem radość zgromadzonych. Zostałem poproszony przez dr Czernecką o minutową wypowiedź "z marszu" dlaczego się spóźniłem. Nie zdążyłem rozebrać się z płaszcza, a stoper już był uruchomiony. Poszło dobrze, grunt to opanowanie!

4. Zadbaj o wygląd.

To może oczywiste, ale to bardzo ważny punkt. Podobno ludzie wyrabiają sobie zdanie o tobie w ciągu pierwszych kilku sekund odkąd cię zobaczą. Dlatego ważny jest nie tylko ubiór (schludny, ale skromny), ale także sposób w jaki wejdziesz na scenę, uśmiech, którym obdarzysz na początku publiczność, w jaki sposób będziesz miał przygotowane notatki (które nie daj Boże rozsypią się w wyniku roztrzęsionych rąk). Pamiętaj, że swoim wyglądem i zachowaniem okazujemy szacunek innym.

5. Dostosuj zachowanie do publiczności.

I nie chodzi mi o to, byś na chamskie zachowanie ze strony widowni reagował tym samym. Wyczuj, zaobserwuj, a najlepiej już przed przemówieniem zorientuj się do kogo będziesz mówił. Innymi słowami powitasz władze uczelni bądź członków Rady Miejskiej podobnie jak w inny sposób będziesz mówił do licealistów. Musisz być elastyczny i wiedzieć na ile możesz sobie pozwolić przed oficjalnymi gośćmi, a jakie treści i żarty przekazać nastolatkom.

Występując w liceum w czasie imprezy z okazji pierwszego dnia wiosny byłem przebrany za klasycznego dresa. Niesamowicie wczułem się w rolę, a publiczność wyglądała na zadowoloną. Jednak po występie dostałem srogą burę od wychowawczyni, gdyż oznajmiła, że część starszego grona pedagogicznego poczuła się urażona.

6. Pamiętaj, że ludzie przychodzą po to, by cię wysłuchać.

To kolejna ważna zasada. Ludzie gromadzą się po to żeby poznać twoją opinię na jakiś temat bądź czegoś się nauczyć. Wierz mi, że hejterzy (choć oczywiście się zdarzają) to niewielki procent publiki. Możesz też trafić na osoby, które będą starały za wszelką cenę obalić twoje teorie i prezentować odmienny (najczęściej radykalny) punkt widzenia. Podobnie jak w jednym z powyższych punktów - zachowaj spokój. Odpowiadaj dyplomatycznie, przedstawiaj argumenty. Nigdy nie wdawaj się w "pyskówki". Co ciekawe - pozostała część publiczności, która dała się ponieść twoim słowom bardzo szybko ruszy ci z pomocą i doprowadzą opozycjonistę do porządku.

7. Oglądaj słynne przemówienia i inspiruj się nimi. 

Korzystaj z internetu. Jest tu wiele możliwości podglądania najlepszych mówców i cofnięcia się w czasie, by  posłuchać legendarnych przywódców. Staraj się uczestniczyć też w wykładach na żywo. Polecam spotkania z profesorem Balcerowiczem, ale także duże wrażenie zrobił na mnie Lech Wałęsa. Były prezydent mimo, że nie mówi zbyt realnych rzeczy to sposób w jaki to robi przemawia do mas. Nie przejmuj się, gdy trafisz na nudną prezentacje. Obserwuj zachowanie osoby odpowiedzialnej za nią i reakcje publiczności. W ten sposób możesz się dużo nauczyć.

8. Wyciągaj wnioski.

To punkt na pokrzepienie. Jeżeli coś nie wyjdzie, w którymś momencie się potkniesz albo zaniemówisz - don't worry :) To część tej dyscypliny. Wyciągnij wnioski, przeanalizuj swoje przygotowania i wypowiedź. Na pewno znajdziesz swój błąd, który następnym razem poprawisz.

Bądź wytrwały, bo nie jest to proste zadanie. Gdy osiągniesz już wprawę to nie zatrzymuj się tylko rozwijaj. Osiągniesz dzięki temu dużą satysfakcję i wielu przyjaciół! Zajrzyj dla inspiracji na poniższe stronki.

Toastmasters Polska (międzynarodowa organizacja typu non-profit, której celem jest szerzenie umiejętności komunikacji, przemawiania i przewodzenia)
TED: Ideas worth spreading (Riveting talks by remarkable people, free to the world)

 I na zakończenie jedno z moich ulubionych przemówień. Ze względu na okoliczności, miejsce w historii i treść.


Maciej Biegajewski
(maciej.biegajewski(at)gmail.com)