poniedziałek, 8 kwietnia 2013

O sporcie, spełnianiu marzeń i napalonych laskach, czyli Łukasz Chwieduk i jego pasja.

Łukasz Chwieduk – student I roku Zarządzania na Uniwersytecie Gdańskim, mój dobry kolega, który ciągle zapominał o zajęciach :). Chodząca bomba radości, pozytywnej energii i niewyczerpalne źródło zabawnych dowcipów. Ma pasję, którą niespecjalnie lubi się chwalić, bo jest też wyjątkowo skromny. A jest o czym mówić: po „wygooglowaniu” jego nazwiska pierwsza strona to www.lukasz-chwieduk.com – oficjalna strona Mistrza Europy Freestyle football!

Do tej pory podrzucanie i kopanie piłki w dziwnych pozycjach kojarzyło mi się z podwórkowymi zabawami małolatów, którzy w wakacje umilali sobie czas. A jednak. Jest to dyscyplina sportowa znana na całym świecie, dla której odbywają się mistrzostwa na różnych szczeblach.

Poznajcie Łukasza (i jego sztuczki):





Jeśli już zapoznaliście się z filmikiem to możemy przejść do rozmowy, jaką przeprowadziłam z Lukim. Zapraszam serdecznie! 

Kasia: Zacznijmy pytaniem standardowym. Opowiedz mi, od czego się zaczęło?

Łukasz: Wszystko zaczęło się w 2006 roku, kiedy obejrzałem filmiki Psony i Lebiody (Łukasza Psonki i Tomasza Lebiockiego – przyp. K. W.), ojców polskiego freestyle. Inspiracja przyszła z Internetu, tak to już jest w dzisiejszych czasach [śmiech]. Tylko, że to jest o wiele starsze, niż się wydaje.

Kasia: To znaczy?

Łukasz: Czekaj, zadzwonię do Lebiody, żebyś miała potwierdzone info. [Po chwili:] Filmik powstał w 2005 roku. A ja go obejrzałem we wrześniu 2006 roku. Wcześniej oglądałem tylko filmiki Nike Joga Bonito [Nike Joga Bonito ], gdzie grał na przykład Ronaldinho i tak wstępnie się zajarałem. I kopałem sobie na podwórku po tych filmikach Nike. I we wrześniu 2006, jak już zaczynałem naprawdę grać, to umiałem trzymać już piłkę na karku dzięki tym filmikom Nike [śmiech].

Kasia: No dobrze, więc kopałeś na podwórku, ale jak to się stało, że jesteś teraz mistrzem Freestyle? Masz mentora czy sam stoisz za swoim sukcesem?

Łukasz: Mistrz to pojęcie względne, jestem w czołówce, a nie mistrzem. Tutaj na razie nie było i nie ma trenerów, więc wszystko trzeba robić samemu, ale to jest w tym właśnie najlepsze. Bo kopiesz, piłka gdzieś ci spadnie i widzisz, że możesz ją odbić daną częścią ciała albo złapać ją w jakiś nietypowy sposób. I już masz trik. I tak codziennie, coś nowego. Oczywiście są pewne kanony trików, które można opanować (można, ale nie trzeba) i gra się wtedy trochę łatwiej. Czyli ta praca samemu jest bardziej owocna, bo ty i tylko ty wiesz, co ci się podoba.

Kasia: Ile czasu zajmują Ci treningi? Nie kolidują z nauką?

Łukasz: A to zależy.

Kasia: Od czego?

Łukasz: Przez ostatnie półtora roku grałem po dwie godziny dziennie, bo mi się nie chciało więcej. Czasem nie chciało mi się iść grać, więc nie wychodziłem dwa dni pod rząd. I tutaj jest największy problem, bo łatwo zgubić motywację. I nie grać przez dłuższy czas. A to nie jest jak jazda na rowerze, że wychodzisz raz na miesiąc i umiesz jeździć.

Kasia: Czyli tylko systematyczna praca jest kluczem do sukcesu?

Łukasz: Zdecydowanie.

Kasia: Skąd bierzesz motywację do treningów?

Łukasz: Często filmiki innych graczy, wizja tego, co możesz zrobić na treningu. Dla mnie takim dobrym bodźcem jest też gra przy innych, to znaczy jak jestem w jakimś miejscu, gdzie ludzie widzą, że gram. W sumie to chodzi o napalone laski [śmiech]. I od 3 lat mniej więcej motywacją do wyjścia  jest wizja tego, że za miesiąc, dwa miesiące jest jakiś turniej. Ale to jest zły rodzaj motywacji, bo nie ma czasem przyjemności z grania, tylko presja zawodów. Od jakiegoś miesiąca zwiększyłem intensywność treningów i gram od 2 do 4 godzin dziennie.

Kasia: Wiem już, bo zdążyłeś mi to powiedzieć w rozmowie kilka dni temu, że rezygnujesz ze studiów. Czy to powód zwiększenia ilości treningów?

Łukasz: Nie, to nie jest powód. Zainteresowałem się zdrowym odżywaniem, kulturystyką i rozwojem ciała. To jest mega.

Kasia: Czy rezygnacja ze studiów nie jest dla Ciebie formą porażki?

Łukasz: Czytałem książkę o – uwaga! – odżywianiu i był tam rozdział o psychologicznym podejściu dążenia do upragnionej sylwetki.  Było tam napisane, że jeżeli dążysz do czegoś, to wszystkie błędy, jakie popełnisz, nie możesz nazwać ich błędami, tylko musisz pomyśleć, że jesteś o jedną „rzecz bliżej w dążeniu do spełnienia marzenia”.

Kasia: Skoro już wiemy, że zrezygnowałeś z aktualnych studiów, to jakie masz plany na przyszłość?

Łukasz: Akademia Wychowania Fizycznego i trener personalny. W najgorszym przypadku nauczyciel, ale i tak bym dorabiał jako trener Freestyle. Może jakaś szkółka, ale do tego potrzebny mi pośrednik, który zająłby się prowadzeniem biznesu od strony formalnej.

Kasia: Na uczelni, podczas zajęć, zauważyłam, że jesteś przykładem bardzo pozytywnego człowieka! Zawsze uśmiechnięty, sympatyczny, sypiesz żartami jak z rękawa. Skąd to się bierze?

Łukasz: Mam rodziców, mam pieniądze na życie, mam znajomych, mam to, co lubię. To czemu mam się nie cieszyć?

Kasia: Bo jesteśmy Polakami, narodem narzekającym. Zawsze znajdzie się powód, żeby nie być zadowolonym.

Łukasz: Prosty przykład: Twój pies też jest Polakiem, a nie narzeka! [śmiech]. Aha, i najważniejsze! Miłość – nie jestem smutny, bo mnie rzuciła. NIE! Bo po co? Wiesz, taki przykład: facet dostaje kosza od dziewczyny i nie jest mu smutno, bo niby dlaczego? Nic się nie zmieniło przecież. Wszystkie te dobre rzeczy to dodatki do życia, a jak ich nie będzie, to i tak nie tracisz na ogólnym zadowoleniu.

Kasia: Jak zdefiniowałbyś pasję? Bo rozumiem, że Freestyle to Twoja pasja.

Łukasz: To, co lubisz, chcesz kontynuować i robisz to bez względu na to, czy rodzice albo inni mówią, że to bez sensu.

Kasia: Jak myślisz, kim byś był lub gdzie byś się znajdował, gdyby nie Freestyle?

Łukasz: Nie mam pojęcia, nie zastanawiałem się. Pewnie byłbym mister Polonia [śmiech]. Wiesz, ja uważam, że nieważne, co bym robił, ważne, żeby robić to z pasją.

Kasia: Dzięki za rozmowę :) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz