Pokazywanie postów oznaczonych etykietą startup. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą startup. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 kwietnia 2014

Startupowy Londyn, czyli koty, sery i internety

"Niezwykłe rzeczy dzieją się w Londynie!" - tak w najnowszym wydaniu Tech City News Boris Johnson, burmistrz stolicy Zjednoczonego Królestwa, zachwala maniakom technologii tę metropolię. Faktycznie, w tym sloganie trudno szukać pięknych, marketingowych, ale pustych obietnic. Niczym geekurysta (geek+turysta ;-) ) miałem przyjemność uczestniczyć w jubileuszowym spotkaniu LEGup, gdzie mogłem poczuć namiastkę życia w startupowym sercu Europy.


Czym jest LEGup?

Satysfakcja z obecności na imprezie londyńskich twórców aplikacji i gier była równie duża, co dotarcie do miejsca, w którym się odbywała. O ile dla londyńczyków podróż do Google Campus była po prostu rutynową przejażdżką do centrum, tak dla 22-letniego gościa z Polski, który potrafi zgubić się na Dworcu Centralnym w Warszawie, była to wyprawa porównywalna z wyczynem Fileasza Fogga. Na szczęście w dobie GPS i z pomocą uprzejmych Brytyjczyków obyło się bez wielogodzinnego krążenia po obych dzielnicach.


To tyle z dygresji włóczęgi-austostopowicza :-) Jesteście ciekawi czym jest LEGup?

LEGup (London Educational Games) to grupa, której celem jest łączenie i integrowanie osób zaangażowanych i zainteresowanych tematyką tworzenia edukacyjnych gier i aplikacji. Często jest inicjatorem spotkań i wydarzeń mających promować twórców i pomagać rozwijać ich produkty. Nie czuję się wystarczająco kompetentny, by opowiedzieć więcej na temat tej inicjatywy, więc zachęcam do odwiedzenia ich strony.

Jak znalazłem się na imprezie urodzinowej?

Jak już mieliście okazję przeczytać - zawsze, ale to zawsze szukam okazji, by wpaść na szkolenie albo spotkanie i poznać nowych ludzi, którzy dzielą się swoimi zajawkami. Nie inaczej było w Londynie. Zresztą byłby to niewybaczalny grzech odwiedzić największe centrum biznesowe świata i nie poczuć atmosfery branży!

W Londynie jest dosłownie wydarzenie na wydarzeniu związane z nowymi technologiami. Nie powinno to dziwić, skoro w tej metropolii działa w tym sektorze blisko 35 000 przedsiębiorstw zatrudniających około 156 000 osób (sic!). Problemem związanym z wybraniem odpowiedniego wydarzenia był więc raczej ich nadmiar. Szczęśliwym trafem udało mi się znaleźć zapowiedź spotkania podsumowującego 3-lecie istnienia LEGup i po kontakcie z co-founderką Kirsten Campbell Howes (dzięki Bogu za twittera!) mogłem przygotowywać się do pierwszego międzynarodowego spotkania w mojej karierze ;-)

Koty i programowanie

Pierwszym prelegentem, który wystąpił podczas spotkania była Joe Twist, CEO UKIE. Joe opowiadała o swoich pasjach - kotach i grach. Wszyscy doskonale wiemy, że koty ratują i podbijają internety, ale połączenie tych dwóch rzeczy i odnalezienie tak trafnych porównań między programowaniem, a czworonożnymi zwierzętami chadzającymi własnymi ścieżkami było dla mnie co najmniej zaskakujące. I wcale nie chodzi tylko o samotność (stereotypowe forever alone programistów ;-) ) czy indywidualizm kotów.

Temat bardzo ciekawy, a dużo więcej dowiecie się z tego artykułu ze strony The Guardian.


Koty, myszy, ser i ciężarówka

Kolejną gwiazdą wieczoru był Rob Davis z Playniac. Ku uciesze zgromadzonej publiczności Rob poinformował, że zagramy w grę o kotach, myszach i serze. Brzmi dziwnie? Dziwniejsze było to, że wszyscy technomaniacy na dobre półgodziny zapomnieli o wirtualnych świecie i swoich mobilnych urządzaniach (tak, istnieją jeszcze gry, które nie wymagają najnowszego iPhona i dostępu do internetu)! Gra nazywa się "Cat on yer head" i, całkowicie szczerze, była jedną z najzabawniejszych i angażujących gier towarzyskich w jakie grałem. Zadaniem tej nieskomplikowanej rozgrywki miało być ukazanie w zrozumiały sposób mechanizmu gier.

W skrócie - zasady gry są dziecinnie proste. Jest tłum, jest kot i są myszy. Kot oczywiście łapie myszy, a gryzonie lgną do sera. Bycie kotem albo bycie myszą jest "przekazywane" z jednej osoby na drugą poprzez dotknięcie ręką i głośne powtarzanie "cat, cat, cat..." bądź analogicznie "mouse, mouse, mouse..." (nie pytajcie - sprawdźcie na video). Coraz dziwniej? To dopiero preludium do dalszej zabawy :-) Jej prostota pozwala na dowolną modyfikację, co wzbudza jeszcze większą radość uczestników i pozwala zupełnie zmienić jakość rozgrywki. Tak więc szybko dodaliśmy sery, które musiały zjeść myszy zanim zostały złapane przez kota, ustawiliśmy pułapki na myszy, a przejście między rzędami patrolowała ciężarówka, która czekała na nieostrożnego kota przebiegającego przez jezdnie. Polecam obejrzeć na youtube jak wyglądała nasza rozgrywka i wypróbować na kolejnej imprezie!



Koty, memy i język hiszpański

Wisienką na torcie imprezy urodzinowej był Ben Whately, COO firmy Memrise, który przekonywał w jaki sposób koty mogą pomóc w nauce języka hiszpańskiego. Zaprosił nas przy okazji do przetestowania najnowszej inicjatywy - CatAcademy. Memrise dzięki zabawnym memom, które łączą się z użytecznymi frazami w języku obcym pozwala z humorem i efektywnie zapamiętywać nowe wyrażenia. Koncepcja ta została opracowana na podstawie wieloletnich badań psychologicznych, socjologicznych, pedagogicznych i lingwistycznych i wydaje się sensowna. Potwierdza to także popularność aplikacji.


Piwo, chipsy i przekąski

Impreza nie mogła się obyć oczywiście bez mniej oficjalnej części, podczas której piwo i przekąski umilały wymianę poglądów. Świat startupów, który znam pod tym względem się nie różni. I bardzo dobrze, bo atmosfera luzu i pasji sprawia, że mam ochotę na częstsze odwiedziny takich wydarzeń.
 

A kolejne już za miesiąc. Oczywiście chodzi o infoShare!

PS. Co warto sprawdzić i kogo warto obserwować na twitterze?

@campbellhowes - założyciel @edugameshub
@Doctoe - CEO @uk_ie
@playniac

Catonyerhead.com
Kanał edugameshub na Yb z nagraniami prezentacji
Blog edugameshub - pozwolił mi odświeżyć pamięć o przebiegu LEGup :)


Maciej Biegajewski
maciej.biegajewski@gmail.com
@biegajewski

czwartek, 28 listopada 2013

Jak zostać studentem amerykańskiego uniwersytetu nie wychodząc z domu?

Po prawie czterech latach spędzonych na polskich uniwersytetach nie mam dobrego zdania na temat studiowania w Polsce. Szczerze zazdroszczę osobom mającym możliwość podjęcie studiów na uczelniach, w których edukacja na tym poziomie nie jest tylko i wyłącznie kolejnym "naturalnym" etapem wykształcenia czy odroczeniem bezrobocia na następne kilka lat, ale prestiżem i sukcesem. Z zazdrością śledzę losy bohaterów takich filmów jak "Buntownik z wyboru" czy "Piękny umysł", w których zaprezentowany nieco idealistyczną, ale niesamowicie inspirującą wizję renomowanych amerykańskich uczelni.

Jeszcze do niedawna aktywne uczestniczenie w zajęciach wykładanych na uniwersytetach za oceanem wydawało mi się nieosiągalne. Wszystko zmieniło się niecałe dwa miesiące temu, gdy dowiedziałem się w jaki sposób mogę poczuć namiastkę kształcenia się u najlepszych, zagranicznych specjalistów i to całkowicie bezpłatnie. Dobrze przeczytaliście. We wrześniu tego roku stałem się użytkownikiem platformy edukacyjnej Coursera, która umożliwia odbycie jednego z 538 kursów oferowanych w 12 językach. Partnerami tego projektu zostały między innymi Stanford University (top7 w rankingu QS World University Ranking 2013), Uniwersytet Genewski czy Bank Światowy.



Moje doświadczenia

Z początku nie wierzyłem za bardzo w ideę e-learningu (nauki przez Internet), więc podszedłem do całej sprawy z rezerwą. Postanowiłem jednak potraktować eksperyment poważnie i należycie przyłożyć się do wszystkich zajęć i testów. Moim pierwszym, doświadczalnym kursem był proponowany przez Univeristy of Maryland "Developing Innovative Ideas for New Companies: The First Step in Entrepreneurship". W świat innowacyjnych biznesów wprowadzał mnie dr James V. Green.

Moim zdaniem najmocniejszą stroną tego kursu była aktualność prezentowanych treści. Omawianie sytuacji rynkowej na przykładzie nowej konsoli Playstation czy rozwijania innowacyjnego pomysłu biznesowego przybliżając amerykańskie startupy daje bardzo unikalną wiedzę, którą w podręcznikach ujrzymy za dobre kilka lat.

Z niedowierzaniem patrzyłem, gdy podczas jednego z ostatnich wykładów omawiany jest sposób pisania biznesplanu pod kątem konkretnego, realnego funduszu inwestycyjnego. Studenci z University of Maryland na starcie mają niezłego gotowca do podsunięcia mentorom i aniołom biznesu.


Co otrzymałem?

Po zapisaniu się na kurs otrzymałem bezpłatny dostęp do ponad 17 godzin wykładów, autorskich prezentacji multimedialnych oraz możliwość dyskusji na specjalnie do tego stworzonym forum. Dodatkowo za 5$ można było nieobowiązkowo nabyć e-booka uzupełniającego wiedzę na temat rozwijania innowacyjnych pomysłów biznesowych.

Po każdym tygodniu następowała weryfikacja postępów w postaci testu. To jedyny słaby punkt na który natrafiłem. Nie jest to przeszkoda, natomiast pozostaje pewien niedosyt. Testy można bardzo prosto zmanipulować (wierzę, że uczciwi nie będą z tego korzystać) wpisując słowa kluczowe mające związek z pytaniem. Zdania nie muszą być poprawne gramatycznie, logicznie. Rozumiem fakt, że jest to wymuszone ideą i masowością tego kurs, ale mimo wszystko testy są momentami zbyt proste.


Kogo poznałem?

Szykując ten materiał miałem przyjemność nawiązać kontakt z dwiema osobami, które zgodziły się opowiedzieć co nieco o swoich wrażeniach z kursu.

Pierwszą z nich była 28 letnia Anastazja Sawina z Moskwy, która pracuje obecnie jako Dyrektor Departamentu Marketingu w BoConcept Russia. W 2008 roku ukończyła Uniwersytet Łomonosowa jako tłumacz języka rosyjskiego, ale od początku kariery zawodowej jest związana z marketingiem i reklamą. Skąd Anastazja dowiedziała się o Courserze? - Ktoś z moich znajomych umieścił post na Facebooku, że ukończył interesujący kurs i bardzo chce się tym podzielić z innymi. - opowiada Rosjanka. - Wielu moich znajomych zdecydowało wtedy dołączyć.

Anastazja odważnie przyznaje, że "Developing Innovative Ideas for New Companies: The First Step in Entrepreneurship" to jej pierwszy kurs, w którym uczestniczyła w 100 procentach. Wcześniej wyrywkowo oglądała tylko wykłady z różnych kursów i nie uczestniczyła w cotygodniowych zaliczeniach i dyskusjach.  - To było dla mnie nowe doświadczenie. Obawiałam się, że ze względu na obowiązki zawodowe nie będę w stanie ukończyć tego kursu. Jak widać - udało mi się i również w tym samym czasie uczestniczę w kursie "Introduction to Marketing" (Wstęp do marketingu) Whartona.

- Pracuję w międzynarodowej korporacji, gdzie mile widziane są nowe i kreatywne pomysły. Wierzę, że będę mogła wykorzystać moje nowe umiejętności w praktyce. - dzieli się swoimi przemyśleniami Anastazja. - Uważam, ze powinniśmy stale się uczyć. Nie tylko po to, by potem wykorzystywać to w pracy. Nauka to najlepszy sposób, by nasz mózg działał poprawnie.

- Według mnie ten kurs będzie pomocny dla osób, które myślą o własnym biznesie. Oczywiście - 6 tygodni wykładów to zaledwie wierzchołek góry lodowej, ale to świetne podstawy, by budować na tym nowe przedsięwzięcie. - dodaje na koniec Rosjanka.

Drugą osobą, która odważyła się odpowiedzieć na moje pytania był Hassan Haider, 26-letni absolwent Inżynier metalurgii i materiałoznastwa na Instytucie GIK. Hassan pochodzi z Pakistanu i jest CEO oraz założycielem Highbrows Engineering and Technologies - firmy z sektora badań i rozwoju. - Jestem typem samouka, co pozwala mi patrzyć na pewne sprawy nieszablonowo. Dlatego porzuciłem poprzednią pracę i założyłem swoją, dzięki której mogę podążać ścieżką innowacji.

- Do Coursery zaprosił mnie mój współpracownik ze start-up'u, który był Dyrektorem Human Resources. Nakręcił mnie żeby rozwijać swoje umiejętności takimi niecodziennymi metodami i tak to się zgrało w czasie właśnie z kursem "Developing...". To było bardzo istotne dla mojego biznesu i edukacji. - opowiada Pakistańczyk.

Dla Hassana był to pierwszy tego typu kurs. - To dla mnie duże doświadczenie, pewnego rodzaju mix samodzielnej nauki i uniwersyteckiego programu. Powiedziałbym, że łączy to najbardziej pozytywne cechy obu tych systemów. Mogę jednocześnie pracować, a w momencie, gdy mam już dosyć tej rutyny zagłębić się w wykłady i dyskusje innych użytkowników. - opowiada co-founder Highbrows. - To świetne rozwiązanie dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej niż zakłada ich profesja.

Dlaczego Hassan zdecydował się dołączyć do Coursery? - Bycie inżynierem z wykształcenia i przewodzenie zespołowi inżynierów i specjalistów od biznesu sprawia, że to skomplikowane zadanie. Jako założyciel własnego biznesu musisz samodzielnie uczyć się od podstaw wielu rzeczy: prawa, biznesu, ekonomii, finansów i innych rzeczy mających wpływ na twoje przedsiębiorstwo. A jesteś w końcu inżynierem z wykształcenia. Dlatego wybrałem kurs, który łączy wszystkie te aspekty. - opowiada dwudziestosześcioletni przedsiębiorca.

- Ta wiedza jest przydatna dla start-upowców. Pomaga ci myśleć o biznesie w taki sposób, by uniknąć tarapatów. Widzę po swojej firmie, że ten kurs był bardzo pomocny. - przyznaje Hassan.

- Według mnie tylko kilka rzeczy wymaga poprawek. Zabrakło mi dyskusji o przedsiębiorcach z sektora technologicznego. Być może powinien omawiać więcej przypadków prawnych? - wymienia Pakistańczyk. - Niemniej jednak uważam, że kurs jest niemal idealny. Pozwala poświęcić minimum czasu, by uzyskać maksimum wiedzy.

Na koniec Hassan sam z siebie napisał bardzo interesujące rzeczy. - Studenci mają bardzo dużo wolnego czasu. Spędzają go głównie rekreacyjnie (co nie jest oczywiście złe). Coursera jednak może być dla nich ciekawą alternatywą, wpłynąć pozytywnie na krzywą uczenia się. Jestem pewien, że gdy studenci z własnej woli wybierają przedmiot to mają dużo automotywacji i nauka jest dużo przyjemniejsza. Może dzięki temu z powodzeniem będą rozwijać swoje zainteresowania, zdolności i rozpoczną własną działalność gospodarczą?

Maciej Biegajewski
maciej.biegajewski@gmail.com

sobota, 18 maja 2013

infoShare 2013 - IT, New Media i dużo kofeiny

Świat się nieustannie zmienia. Dynamicznie, na naszych oczach, bezpowrotnie. To utarte slogany, bardzo dobrze znane z artykułów, wypowiedzi specjalistów. Obecne również w naszych codziennych rozmowach. Mimo wszystko często zdajemy sobie z tego sprawę dopiero w momencie, gdy mamy problem z obsługą nowych urządzeń, które musiały zastąpić starsze, wysłużone modele. Szybki rozwój techniczno-informatyczny, ale także społeczny, nie przebiega w sposób ewolucyjny, ale (przepraszam za mało naukowe i poprawne określenie) "survivalowy". Obecnie nie mamy już czasu jak w przeszłości na powolne, naturalne przestawienie się z telewizji czarno-białej na kolorową, z telegazety na internet, z odtwarzacza CD na MP3. Dostajemy nowy produkt, usługę i kilkadziesiąt sekund, minut na przystosowanie. 

Przystosowanie, bo na naukę jest już za późno. Technologia jest zawsze krok dalej.

By backofthenapkin  |Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)

I niby wszystko wydaje się być oczywiste, ale dociera to do ciebie wtedy, gdy sam znajdujesz się w sytuacji, gdzie musisz szybko podjąć kroki przystosowawcze. Mnie do myślenia zmusiła konferencja infoShare 2013 odbywająca się w dniach 16-17 maja w Gdańsku.

Było to niezapomniane doświadczenie, starcie dwóch znanych mi światów, które możemy nazwać na wiele sposobów. Rywalizacja świata cyfrowego i analogowego? Spotkanie praktyki z teorią? A może wiedzy innowacyjnej z wiedzą akademicką? 

O wartości zaproszonych gości nie ma co dyskutować, bo prelegentami byli fachowcy i innowatorzy z całego świata. Była to dla mnie niepowtarzalna okazja, by wysłuchać m.in. Brendana Arakakiego, Fadi Bishara, Nicolasa Brussona, Rafała Brzoski, czy Macieja Budzicha, Natalii Hatalskiej i Pawła Tkaczyka. To tylko początek listy tych, którzy w ciągu dwóch dni poruszyli moje szare komórki i w pewien sposób zmienili postrzeganie dzisiejszego świata.

autor: infoShare |infoShare na fb

Właściwie to muszę być z wami szczery - będę pisał o konferencji entuzjastycznie i w samych superlatywach. Już od pierwszych chwil czułem tę gęstą atmosferę pomysłów latających w powietrzu. Wiecie o co chodzi? Wystarczy wyciągnąć rękę, zacisnąć dłoń i w najgorszym wypadku chwycimy inspirację nie z naszej działki ;-) Słuchanie wizji ludzi z Doliny Krzemowej było dla mnie niczym opowieści o Berlinie Zachodnim dla moich rodziców. Pomimo tego, że od ponad dwóch dekad jesteśmy zaliczani do tej lepszej części świata, a globalizacja raczej ułatwia nam podróże i wymianę informacji, to cały czas Silicon Valley jest dla mnie krainą abstrakcji, znaną z mądrych książek (niekoniecznie podróżniczych). 

A propos Berlina to moją sympatię wzbudził Christoph Räthke z Berlin Startup Academy. Nie przekonał mnie jednak opowieścią o zamiłowaniu do bigosu (choć to było miłe i wzbudziło uśmiech wielu osób), ale historią swoich pierwszych kroków ze startupami. Najbardziej do refleksji skłonił mnie moment, gdy Christopher przyznał się, że jego pierwsza firma (oczywiście związana z IT) została założona dokładnie w momencie "dot-com bubble". Jak widać nigdy nie jest na tyle źle, żeby się poddawać. Budujące :-)

Najlepszym, nie tylko moim zdaniem, wykładem była prezentacja Rafała Brzoski (founder and the CEO of Integer.pl) na temat sukcesu inPost i modelu biznesowym tej firmy. Do tej pory jedynie raz albo dwa skorzystałem z usług firmy, jeszcze w "erze przedpaczkomatowej", ale z ciekawości następne przesyłki z pewnością nadam inPostem. Możemy, jako Polacy, czuć się dumni z tej firmy.

W polemikę wdałbym się natomiast z Nicolasem Brussonem (BlaBlaCar), który przekonywał, że autostop umarł w latach osiemdziesiątych. Co prawda popularność tego środka transportu nie jest już tak wielka jak pewnie w czasach dzieci kwiatów, ale według mnie grono stopowiczów sukcesywnie się powiększa. Może, nawiązując do wystąpienia Natalii Hatalskiej, ma to związek za tęsknotą młodego pokolenia za analogicznymi czasami?

 This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license. | Attribution: Yanek / fotopolska.eu

Dzień pierwszy infoShare był długi i muszę to stwierdzić - gdyby nie hektolitry kawy i napojów energetycznych miałbym duże problemy z czynnym udziałem podczas wszystkich prezentacji. Dzięki zastrzykowi kofeiny mój mózg na szczęście pracował non stop na najwyższych obrotach. Dziękuje zatem firmie przygotowującej catering za utrzymanie mnie ponadnormalnej kondycji intelektualnej tego dnia! Oby tylko nie przerodziło się to w uzależnienie, bo kawoszem jestem okazjonalnym.

Drugi dzień był już kwintesencją całego wydarzenia i ścieżka Social & New Media, którą wybrałem pokrywała się w 100% z moimi zainteresowaniami. Na początku świetna wymiana poglądów z Pawłem Tkaczykiem na temat budowaniu marki poprzez opowieści. Ciekawe wnioski o archetypie bohatera występującego od tysięcy lat w umysłach ludzi, fenomen miejskich legend. Było o czym posłuchać. Warto zwrócić uwagę też na postać prelegenta, który bardzo szybko zjednał sobie i porwał sale, na której na oko zasiadło ponad 100 osób. Publiczność odwdzięczyła się Pawłowi gromkim sto lat, gdyż okazało się, że ma on tego dnia urodziny. Pojawił się nawet tort ;-)

Z kolei bardzo ucieszył mnie temat, który poruszyli Hubert Tworkowski i Jan Zając z Sotrender. Optymalizacja działań w social media to coś, czym interesują się już od dłuższego czasu. Tym przyjemniej mi się zrobiło, gdy ujrzałem analizę tych samych case'ów, które poruszałem na ostatnim szkoleniu organizowanym dla mojego Koła Naukowego Public Relations UG. Jakby nie patrzyć to korzystam z dobrych źródeł wiedzy ;-)

Chciałem podsumować infoShare krótko i żartobliwie, ale ciężko tak duże wydarzenie zrecenzować za pomocą kilku akapitów. Tym bardziej, że moje rozważania byłyby niepełne, gdybym nie napisał o prezentacji Natalii Hatalskiej odnośnie wartości mediów analogowych w świecie postępującej cyfryzacji. To właśnie stąd wziął się patos na wstępie. Dzięki poruszonej przez specjalistkę ds. alternatywnych form komunikacji marketingowej wizji  przyszłości obudziły się we mnie obawy, ale jednocześnie nadzieje i oczekiwania futurysty. Temat z pewnością rozwinę w kolejnym poście, poświęcając mu już tyle miejsca na ile zasługuje, ale chciałbym zauważyć, że jako osoba która dojrzewała w czasach będących na pograniczu świata analogowego i cyfrowego dopiero w trakcie infoShare tak mocno dotarło do mnie w jaki sposób nowe technologie wpłynęły na nasze życie. Bo jak inaczej określić fakt, że dyskusje podczas konferencji toczyły się zamiast na salach to za pomocą hashtagów na Twitterze? Dlaczego networking przeniósł się na aplikację mobilną stworzoną specjalnie przez organizatorów wydarzenia? 

autor: Michał Żadkowski | @michalzadkowski

Nie oceniam tego zjawiska w żadnym razie negatywnie, ale nie mając przy sobie pierwszego dnia żadnego urządzenia mobilnego (tak, tak - nie mam smartphone'a ani tableta) czułem się momentami trochę "obok". Stąd nazajutrz popędziłem w kierunku ul. Żaglowej już z laptopem pod pachą. Reasumując młode pokolenie nie tylko tęskni za światem analogowym, ale w pewnych sytuacjach czuje się nim przytłoczona (by nie nadużyć słowa przerażona).

P.S. Na koniec obowiązkowe zdjęcie z fotobudki. Czy był w ogóle ktoś kto nie skorzystał z okazji do darmowego lansu? :-) Do zobaczenia za rok!



Maciej Biegajewski
maciej.biegajewski@gmail.com