Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autostop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autostop. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2013

7 przydatnych wskazówek jak tanio i przyjemnie spędzić czas w Budapeszcie

 Popełniłem największy z możliwych błędów blogera. Zostawiłem na pastwo losu przez kilka miesięcy projekt Kierunek Pasja. Wymówki? Jakieś się znajdą, ale to nie czas i nie miejsce. Wszem i wobec korzystając z okazji chciałbym zakomunikować powrót do blogowania. Wydarzyło się wiele i nie sposób o wszystkim napisać, ale wybrałem jeden bardzo optymistyczny temat. Zwłaszcza kiedy za oknem szaro i buro, a wskazówki na zegarku wskazują już czas zimowy.
  

Podróż za jeden uśmiech czyli... autostopem przez Bałkany!

 Dobrze przeczytaliście. Dzisiaj chciałbym cofnąć się do wakacji (chyba jeszcze nie zapomnieliście co to takiego? :-) ). Historia z podróży to materiał dobry na książkę, ale postaram się sukcesywnie wrzucać tutaj co ciekawsze opowieści i oczywiście wskazówki jak tanio i bezpiecznie przejechać autostopem Bałkany (z naciskiem na bezpiecznie :) ). Dzisiaj część pierwsza i właściwie zaczniemy trochę od środka, trochę od końca. Żebyście mieli jakiś kontekst podróży, którą odbyłem z moją dzielną kompanką Anią, to zamieszczam mapkę podglądową.


Mała legenda - trasa Gdańsk-Włocławek-Łódź-Katowice-Brno-Budapeszt-Szeged-Subotica-Belgrad-Niksić i później Dubrownik-Zagrzeb-Budaors pokonana autostopem. Z Niksica do Dubrownika pojechaliśmy autobusem, a w drodze powrotnej z Budapesztu odjechaliśmy z pomocą portalu BlaBlaCar (o którym pisałem już w czerwcu - BlaBlaCar autostop XXI wieku) do Krakowa. z Grodu Kraka natomiast na Wybrzeże wyruszyliśmy już poczciwą, zatłoczoną koleją państwową.

Całą wyprawa trwała od 1 do 15 września tego roku.


Polak Węgier dwa bratanki - 7 przydatnych wskazówek jak tanio (i przyjemnie) spędzić czas w Budapeszcie

 

Tak jak zapowiadałem wcześniej - na pierwszy ogień wrażenia i porady dotyczące naddunajskiej stolicy. Dlaczego? Mimo, że naszym pierwotnym celem była Czarnogóra (a przez kawał dobrej historii w praktyce była to Chorwacja) to z radością wspominamy nasz pobyt w Budapeszcie. Z całej podróży spędziliśmy tam aż 6 nocy, więc mamy o czym pisać :)

1. Jak najtaniej dotrzeć do Budapesztu?

My wybraliśmy oczywiście autostop i to zdecydowanie najtańszy sposób, by dotrzeć do tego miasta. Natomiast w drodze powrotnej rozważaliśmy różne opcje. Często można trafić na tanie loty do Budapesztu. Wizzair (węgierskie tanie linie lotnicze) proponują przeloty już za 59 PLN w jedną stronę (na przykład na 27 stycznia 2014 r.), ale uważnie śledźcie promocje. Od czasu do czasu można trafić bilet za przysłowiową złotówkę. Szczegóły na stronie internetowej linii

Oprócz tego istnieje jeszcze możliwość podróży z Warszawy do Budapesztu dzięki ofercie PKP Intercity. Bilet w promocji SparNight/SparDay kosztuje 29 EUR (za miejsce siedzące) i 39 EUR (za miejsce leżące). Wyruszamy z Warszawy Centralnej i po około 10 godzinach meldujemy się na dworcu Budapest Keleti. Więcej informacji na stronie PKP (chociaż warto zadzwonić na infolinię lub przejść osobiście na dworzec, bo wszyscy wiemy jak jest z aktualnością informacji naszego narodowego przewoźnika). Podpowiedź zaczerpnięta z jednego z for internetowych. Są dwie pule biletów promocyjnych - jedna dla Węgrów, a druga dla Polaków. W przypadku wyczerpania np. wejściówek dla Polaków można spróbować kupić miejscówki dla Węgrów, którzy bardzo rzadko wypełniają szczelnie swoje przedziały. 

Dla mieszkańców południowej Polski jest jeszcze połączenie linią autobusową OrangeWays. Kosztuje ono około 95 PLN (6600 HUF) dla osób poniżej 26 roku życia. Zajrzyjcie na ich witrynę, by sprawdzić dogodne terminy.

Polecam także sprawdzić oferty zamieszczone w BlaBlaCar.pl. Nam udało się w komfortowych warunkach i miłej atmosferze dojechać do Krakowa za 90 złotych. Jeżeli znacie jakieś inne możliwości transportu to dajcie znać - my pewnie jeszcze nie raz się tam wybierzemy!

2. Gdzie znaleźć tani nocleg w Budapeszcie?

Kto korzysta z Couchsurfingu to bez problemu powinien znaleźć hosta. My natomiast lubimy hostele i nocowaliśmy w Mandarin Hostel. Zapłaciliśmy 7 EUR za łóżko za noc w pokoju sześcioosobowym. Hostel posiada dobrą lokalizację. Jest blisko do stacji metra Corvin Negyed, obok znajduje się centrum handlowe Corvin Plaza z tanim sklepem spożywczym :). Niedaleko do Dunaju, niedaleko do Váci utca. Warunki to może nie szczyt luksusu, ale pokój wypoczynkowy i kuchnia są ładnie odremontowane i mają bardzo fajny styl. Tutaj namiary na stronie hostelsworld.com.

3. Tania wypożyczalnia rowerów w Budapeszcie

Jeszcze jednym plusem hostelu, o którym pisałem wyżej jest jego bliskość w stosunku do bardzo taniej wypożyczalni rowerów. Mieści się ona w Rastel Hostel dosłownie kilka ulic dalej. Wypożyczenie roweru na 12h kosztowało nas jedynie 4 EUR za osobę. Nie sądzę byście znaleźli coś tańszego, a uwierzcie mi - zwiedzanie stolicy Węgier jednośladem to świetna przygoda!


4. Najlepsze lody na świecie!

Będąc w Budapeszcie koniecznie zajrzyjcie do lodziarni Lavenda. To sieciówka, a jej punkty możecie spotkać na większych ulicach (m.in. Ferenc Korut). Niespotykane smaki (m.in. bazylia z cytryną czy lawenda z limonką) w przystępnych cenach (180 HUF czyli ok. 2,6 PLN) podbiją wasze serca i podniebienia!



5. Najtańsze knajpy w tej części Europy

Nie mogło zabraknąć porady gdzie wypić i zjeść :) Razem z Anią upodobaliśmy sobie klub Illegall (Kazinczy ucta 4), gdzie umilając sobie rozmowę z barmanami popijaliśmy lokalne wino w cenie 180 HUF (2,6 PLN sic!) za lampkę! Piwo to wydatek 350 HUF (ok. 5 PLN), a inne alkohole w podobnych, niskich cenach. Żyć nie umierać! Lubiącym eksperymenty polecam poprosić o palinkę podawaną w tradycyjny, węgierski sposób i spróbować węgierskiego absyntu.

Tuż obok klubu Illegal znajdziecie też restaurację z narodową potrawą Węgier, czyli gulaszem za 990 HUF (14 PLN), a nieco dalej jeden z ogromnych klubów muzycznych ukrytych w podwórkach kamienic.


6. Rejs Dunajem dzięki biletowi komunikacji miejskiej

Przedostatniego dnia dowiedzieliśmy się o możliwości popłynięcia miejskim stateczkiem w rejs po Dunaju za okazaniem karty miejskiej (którą można wykupić na 24h, 48h, 72h i więcej) lub po wpłaceniu w kasie 750 HUF (11 PLN). Nam udało się przepłynąć za 500 HUF, ale trafiliśmy na kasjera, który za nic ma sobie oficjalne cenniki ;-) W Budapeszcie kursują tzw. Dunai hajózás, czyli statki wycieczkowe obsługiwane przez komunikacje miejską pełniące rolę tramwaju wodnego. Można dopłynąć nimi aż na przedmieścia. Sprawdźcie koniecznie rozkład dla linii D11, D12 oraz D13.



7. Naucz się węgierskiego

Oczywiście nie całego :) Język węgierski jest dla nas kosmiczny. Nie ma żadnych związków z językami romańskimi, germańskimi czy słowiańskimi. Czułem się jakby mówili do mnie Marsjanie. Madziarzy zdają sobie sprawę jak trudny jest ich język ojczysty, więc każda próba zamówienia przez nas napoju w pubie "po ichniemu" spotka się z życzliwością i radością. 

Koniecznie kupcie sobie rozmówki polsko-węgierskie. Im dalej od centrum tym mniej osób mówi po angielsku :)


To 7 wskazówek od nas dla tych, którzy planują wybrać się do Budapesztu. Starałem się skupić na mniej popularnych tematach i mam nadzieję, że choć jedna z tych informacji będzie dla kogoś przydatna. Z całego serca polecamy ten kierunek, ponieważ jest to miasto bardzo atrakcyjne pod względem turystycznym i stosunkowo tanie. Zdecydowanie mniej jest na ulicach tandetnych pamiątek, a Węgrzy są jednym z najsympatyczniejszych narodów, które spotkaliśmy na naszej drodze.

Jak macie pytania to zapraszam na maila lub w komentarzach. Dzielcie się też swoimi poradami :-)

Maciej Biegajewski
maciej.biegajewski@gmail.com




niedziela, 2 czerwca 2013

BlaBlaCar po polsku - autostop XXI wieku

O moim zamiłowania do podróży wspominałem już kilka razy na łamach tego bloga. Stale poszukuje coraz to nowszych, wygodniejszych, szybszych i tańszych opcji, by przemieścić się z jednego miejsca na drugie. Jak pamiętacie jestem początkującym autostopowiczem, a podróżując do Łodzi korzystam ostatnio najczęściej z usług Polskibus.com. Wczoraj testowałem alternatywny sposób, który na fali popularności przybył z Zachodu nad Wisłę. Mowa tutaj o carpoolingu, czyli tłumaczą na nasz ojczysty język - grupowe dojazdy.

źródło: U.S. National Archives and Records Administration

Pomysł wspólnych, umawianych przejazdów zrodził się (i tutaj nie ma żadnej niespodzianki) w Stanach Zjednoczonych. Był propozycją rządu skierowaną do obywateli w trakcie II wojny światowej. Carpooling  (czy też swap ride albo car-sharing) miał w czasach racjonowania ropy naftowej, gumy i innych ważnych strategicznie surowców pomóc zaoszczędzić te zasoby. Kolejna fala popularności tego sposobu podróżowania miała swój początek w latach 70. ubiegłego wieku i także związana była z trudną sytuacją na rynku paliwowym wywołanym dwoma kryzysami naftowymi. Obecnie "podrzucanie" przez kierowców pasażerów, często nieznajomych, przeżywa renesans i związane jest ze wzrostem kosztów eksploatacji samochodów, a także rozpowszechnieniem poglądów proekologicznych.

Autor: Weimer Pursell | Licencja Public Domaind

Dużą rolę w rozwoju carpoolingu odgrywa internet, który jest świetnym miejscem do tworzenia wirtualnej społeczności i błyskawiczną platformą komunikacji dla milionów ludzi podłączonych do sieci. Wszystkie te elementy przyczyniły się do stworzenia portali umożliwiających umieszczanie ogłoszeń i poszukiwanie odpowiednich kompanów do jazdy.

Jednym z nich jest międzynarodowy serwis BlaBlaCar, który działa już w 10 krajach Europy (Portugalia, Hiszpania, Luksemburg, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Belgia, Włochy, Francja, Polska) i zrzesza ponad trzy miliony kierowców  i pasażerów. W naszym kraju BlaBlaCar działa od listopada 2012 roku. Nie będę przybliżał historii powstania serwisu, ale ciekawi mogą zajrzeć na stronę główną, gdzie znajdą wszystkie potrzebne informacje.

źródło: http://www.stonyplain.com/

1 czerwca 2013 r. odbyłem swoją pierwszą carpoolingową podróż. Muszę przyznać, ze jestem pod dużym wrażeniem tego sposobu podróżowania i będę stanowczym zwolennikiem upowszechnienia tej metody w Polsce. 

Co mnie przekonuje w BlaBlaCar?

  1. Wiarygodność - zarówno kierowcy, jak i pasażerowie posiadają własne profile zweryfikowane przez administrację. Znajdują się w nim zdjęcie, krótki opis, preferencje (odnośnie palenia, gadatliwości, muzyki i przewozu zwierząt) oraz potwierdzony e-mail i numer telefonu. Wiesz z kim jedziesz. Mimo, że jesteście nieznajomymi, to nie jesteście dla siebie anonimowi.
  2. System ocen - możesz wybrać, czy chcesz jechać z kierowcą, który jest wysoko oceniano przez poprzednich pasażerów, czy też wolisz spróbować podróżować z kimś bez carpoolingowego doświadczenia. Oceny nie obejmują jedynie atmosfery czy punktualności i kultury kierowcy, ale także umiejętności za kółkiem. Nie musisz się obawiać, że trafisz na pirata drogowego, ani typowego niedzielnego kierowce.
  3. Społeczność - co prawda nie mam dużego porównania, ale z wczorajszej rozmowy wywnioskowałem, że korzystający z usług tej strony identyfikują się ze społecznością BlaBlaCar. Fajnie jest czuć związek z innymi ludźmi i sympatię wynikającą z przynależności do tej samej grupy.
  4. Cena - płacimy przeważnie tylko za koszty podróży, czyli zrzutka na paliwo i ewentualnie przejazd przez autostradę. Ofert jest na tyle dużo, że możemy wybrać najkorzystniejszą dla siebie. Zdarzają się okazje do pojechania za darmo nawet na drugi koniec kraju!
  5. Czas - wspólna jazda samochodem to ogromna oszczędność czasu. Jadąc do Łodzi z Gdańska oszczędzam od 2 do 3 godzin. W dodatku w przeciwieństwie do autobusów czy pociągów mam pewną elastyczność w dobieraniu terminu odjazdu.
  6. Komfort - na nic w świecie nie zamieniłbym wygodnego miejsca w samochodzie od zatłoczonego ośmioosobowego przedziału w rodzimym PKP albo brak przestrzeni na nogi w autokarach rejsowych.
  7. Znajomości - świetna okazja i podtrzymania kontaktów ze spotkanymi kierowcami i współtowarzyszami (w przeciwieństwie do autostopu). Zachowujemy numer telefonu i nic nie stoi na przeszkodzie, by umówić się na kolejną podróż.
  8. Globalny zasięg - BlaBlaCar umożliwia podróże praktycznie po całej Europie. Wyszukiwanie z poziomu jednej strony.
  9. Prostota - jeden z głównych atutów. Wystarczy kilka kliknięć, by się zarejestrować (lub powiązać konto z Facebookiem), wyszukać połączenie i skontaktować się z kierowcą. Wiadomości są połączone z wiadomościami SMS, więc otrzymujemy automatyczne powiadomienie, że ktoś jest zainteresowany wspólnym przejazdem. W ciągu kilku sekund znajdujesz, dogadujesz się i rezerwujesz podróż, która może się odbyć nawet za kilkanaście minut.
To 9 zalet, którymi chciałem się z wami podzielić i zachęcić do rejestrowania i popularyzacji grupowych przejazdów. Niekoniecznie za pośrednictwem BlaBlaCar, bo istnieje sporo grup na Facebooku, czy innych stron o podobnej tematyce. Jednakże strona, z której ja korzystałem to chyba najkorzystniejszy sposób, by odnaleźć odpowiednie osoby i pokonać trasę szybko, tanio i w miłym towarzystwie.

Maciej Biegajewski
maciej.biegajewski@gmail.com

sobota, 11 maja 2013

Wrocław na studencką kieszeń - relacja z majówki

Wyjątkowo długi weekend majowy dał nam okazję do zaplanowania ciekawej wycieczki. Początkowo za sprawą uruchomienia nowego połączenia Polskiego Busa z Gdańska do Rzeszowa (przez Łódź i Kraków) razem z Anią mieliśmy udać się do stolicy Małopolski. Ostatecznie dość spontanicznie wyruszyliśmy jednak nieco bardziej na zachód. Naszym ostatecznym, majówkowym celem został Wrocław. Poniżej znajdziecie kilka wskazówek, polecanych przez nas miejsc i krótką relację z naszego czterodniowego pobytu.

Podróż za jeden uśmiech

Jako początkujący autostopowicze w ramach zrefundowania sobie naszej nieobecności podczas Międzynarodowych Mistrzostw Autostopowiczów postanowiliśmy wyruszyć na Dolny Śląsk ulubionym środkiem transportu wszystkich hipsterów :-)














Swojego szczęścia zaczęliśmy szukać 1 maja punktualnie o godzinie 10:00 na ulicy Pabianickiej w Łodzi (tuż przy samej Galerii Handlowej PORT Łódź). Nie było to miejsce zbyt dobre do łapania okazji (bezpośrednio za światłami, brak miejsca do zatrzymania się), więc wkrótce przenieśliśmy się tuż za wiadukt krajowej 14-stki i skorzystaliśmy (chyba niezbyt legalnie ;-) ) z wyłączonego pasa ruchu.

Odradzamy stanowczo próby autostopowania w dzień wolny od pracy w związku z bardzo małym natężeniem ruchu. Po prawie 1,5h oczekiwaniu niemal zrezygnowaliśmy i postanowiliśmy szukać alternatywnego połączenia z Wrocławiem, co również nie było zbyt proste. Koniec końców tradycyjnie zamachaliśmy naszą tabliczką po raz ostatni przed zejściem z trasy i niczym dżin z butelki pojawił się przed nami granatowy samochód kombi. Okazało się, że sympatyczna pani za kierownicą jedzie aż do samego Wrocławia i bardzo chętnie nas podrzuci. Poczuliśmy ulgę :-)

Jazda upłynęła w miłej atmosferze i po około 3 godzinach znaleźliśmy się już w centrum miasta docelowego.

Naszą trasę znajdziecie pod tym linkiem.

Nocleg

Dzięki uprzejmości Marty mieliśmy zapewniony dach nad głową podczas kilku dni naszego pobytu we Wrocku. Wszystkim tym, którzy nie mają jednak znajomych w tamtej okolicy polecamy razem z Anią Corner Hostel, który znajduje się w bardzo atrakcyjnej lokalizacji (dosłownie kilka minut od Rynku), jest nowoczesny, schludny i zachęca cenami. Zatrzymaliśmy się w nim podczas naszej wrześniowej podróży do Pragi i byliśmy bardzo miło zaskoczeni płacąc 20 PLN za noc w pokoju wieloosobowym. Co ciekawe w tej cenie mieliśmy wliczone śniadanie!

Gdzie zjeść obiad, gdzie na kawę, a gdzie na piwo?

Wrocław jest upstrzony ogromną ilością restauracji, fast-foodów, kawiarni i pubów. My mieliśmy okazję sprawdzić kilka lokali.

Ja osobiście korzystałem z usług gastronomicznych Multifood STP, który przyciągnął moją uwagę zniżką dla studentów (-20%), dużym wyborem jedzenia, domową kuchnią i (wydawało mi się tak przynajmniej na początku) niską ceną jedzenia (3,29 PLN za 100g). Miłym dodatkiem było piwo za 4 PLN do każdego obiadu. Nie mając jednak miarki w oku, ani wagi w dłoniach i ulegając uczuciu głodu zaserwowałem sobie taką ilość jedzenia, która przełożyła się na cenę. Jak się okazało przy kasie, nie była tak okazyjna jak się wydawała.

Później stołowaliśmy się już głównie w Green Way'u (który nawet sąsiadował z wyżej wymienionym barem mlecznym). O ile jednego dnia trafiłem na przepyszne pierożki aromatyczne z cukinią i pieczarkami w sosie za około 13 PLN, tak kolejnego dnia kuchnia w porze obiadowej nie miała już większości składników i musiałem się zadowolić warzywami po bengalsku. Ania z kolei miała duże problemy ze skompletowaniem swojej sałatki.

Naszym hitem stało się jednak bistro w kinie Nowe Horyzonty. Tania, mocna i smaczna kawa, przystępne ceny przekąsek i dań lunchowych, wyśmienity ich smak... Po prostu rewelacja! Za sałatkę norweską lub quesadille z szynką parmeńską zapłacicie tylko 6 PLN. W sam raz na "małego głoda".

Bistro w kinie Nowe Horyzonty | źródło: wrcolaw.gazeta.pl

Przyjemnym miejscem na przerwę kawową okazała się także pobliska Central Cafe, która uraczyła nas wyjątkowo mocną białą kawą w bardzo ładnych kubeczkach. Niestety, tak jak zdecydowana większość kafejek we Wrocławiu, także i w niej zabrakło odtłuszczonego mleka (to tak dla informacji tych, którzy dbają o kalorie ;-) ). Kawiarnia ta to idealne miejsce na szybkie pobudzenie kilkoma łykami kofeiny, przejrzenie gazety i chwila relaksu przed wyruszeniem do dalszej pracy bądź zwiedzania. Trudno jest się tam rozsiąść na dłuższą chwilę. 

 Kawa w Central Cafe | autor: Ania :)

Nie samym zwiedzaniem, jedzeniem, sztuką i kawą człowiek żyje. Chcąc poznać nocne życie we Wrocławiu udaliśmy się także do klubów i pubów. Ceny alkoholu jak na tak oblegane przez turystów miasto nie okazały się takie złe i niewiele odbiegały od innych, większych aglomeracji w Polsce (no, może poza Łodzią) . W K!TSCHu piwko z kega (Grolsch) to 8 PLN, we Wściekłym Psie 7 PLN (Tyskie), a w Niskich Łąkach 6 PLN.

Szczególnie przypadła nam do gustu impreza w Niskich Łąkach, gdzie młodzi chłopacy grali stare, dobre drum'n'bassowe brzmienia, a sam klimat klubu pozwalał się cofnąć kilkanaście lat w czasy młodości Aphrodite'a ;-).

Zabytki, atrakcje i te pe...

Miałem ogromne szczęście trafić akurat w trakcie naszego pobytu na mecz o finał Pucharu Polski pomiędzy miejscowym Śląskiem i stołeczną Legią Warszawa. Dzień przed meczem po dwóch godzinach w kolejce po bilet udało mi się zdobyć wejściówkę na bardzo dobre miejsce i mogłem na żywo wspierać swoją ulubioną drużynę. Nie jest tajemnicą, że sympatyzuje z Legią, więc nie było łatwo jechać tramwajem i zasiadać w tłumie kibiców WKS-u, ale moje "neutralne" zachowanie nie przysporzyło mi zmartwień. 

Wrocławska arena zbudowana na potrzeby EURO 2012 jest przepięknym obiektem, kibice, którzy szczelnie zapełnili trybuny stadionu stworzyli świetną atmosferę (duże ilości pirotechniki!). Zabrakło trochę emocji sportowych, bo poziom naszej rodzimej ligi niestety pozostawia wiele do życzenia. Mimo wszystko warto było udać się 2 maja na stadion we Wrocławiu.



Deszczowa aura wpłynęła trochę na naszą opieszałość w zwiedzaniu, ale spacerowaliśmy Rynkiem, zobaczyliśmy Halę Ludową, odwiedziliśmy i wypiliśmy piwo na Wyspie Słodowej, odpokutowaliśmy swoje na "Mostku Pokutnic" ... Czego chcieć więcej? W każdym razie - Wrocław to piękne i przyjazne miasto i warto się w nim zagubić, by odnaleźć to co nieznane :-)

Jeszcze drobne słowo o komunikacji miejskiej. Rodowici wrocławianie podobno narzekają na autobusy i tramwaje, ja jednak mam pozytywny obraz tamtejszego MPK. Tanie bilety (72h studencki za 13 PLN), dużą ilość linii i częste kursy (nawet w dni wolne od pracy) to plusy lokalnego transportu. Trochę gorzej z nowoczesnością pojazdów, bo zdarzają się  jeszcze na ulicach Jelcze, które powoli nadają się bardziej do muzeum niż na codzienną przejażdżkę po mieście. Z drugiej strony dodaje to uroku niczym retro tramwaje w Pradze, Ikarusy w Białymstoku czy elbląskie "Helmuty"

Teraz pozostaje nam obrona naszych dyplomów i ruszenie w wakacyjną trasę, która na pewno będziemy relacjonować na blogu!

Maciej Biegajewski
maciej.biegajewski@gmail.com